TRZECIA KSIĄŻKA STACHA SZULISTA

Pierwsza książka Stacha Szulista, czyli Stanisława Szulista - nauczyciela w szkołach podstawowych w Trąbkach Wielkich i w Czerniewie,  to „List z Limbaži”, druga to „Larwy”. Obie ciepło przyjęte przez czytelników.  Obecnie Wydawnictwo „Psychoskok” promuje trzecią – „Coś przeminęło”. Można ją wypożyczyć w naszych bibliotekach: w Trąbkach Wielkich, Sobowidzu i Mierzeszynie. Jej recenzję autorstwa Barbary Harbul prezentujemy poniżej:

„To świt, to zmrok, płyną szybko noce i dni(...)
Coś rodzi się i coś przemija, ale zostaje po nas ślad...”
Mam przed sobą najnowszą, i trzecią z kolei, powieść obyczajową Stacha Szulista „Coś przeminęło”. Książkę, z piękną dedykacją i życzeniem Autora przeznaczonym dla mnie, przeczytałam w ciągu tygodnia, ale z zamiarem napisania o niej swojej opinii nosiłam się niemal trzy tygodnie, mówiąc zainteresowanym: piszę już piszę...na razie myślę.
Przeżyłam tę powieść tak bardzo, jak bardzo może czytelnik przekuć słowa pisarza na własne doznania.
Trzecia książka danego autora daje już możliwość rozpoznawania stylu, optyki postrzegania rzeczywistości, sposobu prowadzenia narracji, nawet kierowania bohatera.
Zacznę od tytułu, niewątpliwie nośnego „Coś przeminęło”. Zaimek „coś” jest bardzo pojemny treściowo, otwiera czytelnikowi szerokie pole manewru własną wyobraźnią. Dla mnie to „coś” to określona postać świata, obecnie świata sprzed pandemii i jeszcze kilku innych istotnych zdarzeń, z których najważniejsze to likwidacja gimnazjów. Nie ma więc już tej przestrzeni, z którą nierozerwalnie związana jest treść utworu.
Na pytanie zadane Pisarzowi, co jest kanwą powieści, usłyszałam krótkie - „miłość”. To prawda, wartka akcja prowadzona jest w wędzidłach miłości, niekoniecznie tej sakramentalnej, uwieńczonej małżeńską przysięgą, ale wręcz przeciwnie, wyrosłej ze zdrady tej przysięgi. W dziesięciu latach nieformalnego związku Miry - nauczycielki matematyki w miejscowym gimnazjum i Maksymiliana - dyrektora tejże placówki oświatowej, zamyka się świat przedstawiony niełatwej (z różnych względów) w odbiorze powieści.
Samą miłość poznajemy również w innych relacjach, np. matki do dorosłego już dziecka, które upewnia ją o swojej odmiennej orientacji seksualnej, dziadków do nieślubnego dziecka ich córki Miry czy w końcu wzajemnego stosunku do siebie długoletnich małżonków, rodziców Miry i jej brata.
Narracja powieści prowadzona jest z pozycji kobiety, owej właśnie nauczycielki, „konkubiny”, „partnerki” czy w końcu „kochanki” dyrektora, jak sama siebie określa.
Po raz drugi u tego pisarza, spotykamy się z formą kobiecej narracji. Może to czytelnikowi odpowiadać lub nie...
W niektórych przypadkach staję w opozycji wobec pisarza, zarzucając mu niezbyt kobiecą optykę widzenia świata np. zachowanie po rozpadzie dziesięcioletniego związku bądź brak miękkości gestów głównej bohaterki. Jest to jednak zawsze sprawa indywidualnego odbioru przez czytelnika. Mój punkt widzenia tego zagadnienia jest taki, że kobieta założy męskie buty sportowe i pobiegnie w nich do lasu, nie wzbudzając niczyjego zdziwienia, a mężczyzna nie założy szpilek, aby pójść w nich na kawę nawet do pobliskiej kawiarni. Oczywiście można mieć w tym aspekcie zupełnie odmienne zdanie, czemu dała wyraz
dłuższa dyskusja z autorem, zamykająca się konkluzją, że w swojej twórczości pewnie jeszcze nie jeden raz i nie dwa wejdzie narracyjnie w postać kobiety.
Wracając do zagadnienia narracji w powieści, to z punktu widzenia Miry poznajemy ówczesną, choć już XXI wieczną rzeczywistość szkolną, gminną... Rzeczywistość, która już przeminęła.
Kto był w środowisku nauczycielskim zna te wszystkie podjazdowe gierki
między nauczycielami, ale też i te znacznie gorsze, między dyrektorem a podwładnymi. Maksymilian to specyficzny typ dyrektora, nabzdyczonego bufona, bezwzględnego drapieżnika w kwestii utrzymania się i zachowania swojej pozycji. Nie cofa się przed żadnym świństwem, utratą ideałów, zerwaniem więzi małżeńskiej, potem związku partnerskiego, aby tylko utrzymać się na fali miejscowej małej władzy, którą wg Miry sprawują Przewodniczący, Wójt i Dziekan. Trójka, mocno powiązanych ze sobą różnymi, niezbyt klarownymi interesami, osób... Dyrektor gimnazjum jest im potrzebny do tasowania personalnych kart i tylko z tego powodu, takie władcze monstrum jak Maksymilian, jest tolerowane, a nawet hołubione przez lokalnych włodarzy. Nikt z nich nie słyszy, jak do swojej nauczycielki mówi w porywach poczucia władzy: „Proszę nie zapominać, proszę pani, że jestem tu dyrektorem i rozmawiamy służbowo". Nie bez znaczenia jest fakt, że z tą „panią” jeszcze miesiąc temu spał w jednym łóżku.
Uczniowie to też karta przetargowa w szkolnej rzeczywistości i w zasadzie nikt tu nie waha się przed zagraniem tą kartą : „Jeśli już będzie musiał, to powie całą prawdę w sądzie (...)Najgorsze, że chcesz mnie dopaść, używając uczniów jako narzędzi. Maks, weźże się opamiętaj. Cała szkoła się z tego śmieje”.
Podsumowanie stanu edukacji w ogóle zamknę zdaniem wyedukowanej przecież sekretarki Edyty: „(...)namawiali pana Maksymiliana na wyjazd do stolicy dziesiątego. Mają tam jakiś więc na Krakowskim Przedmieściu. Jednak czemu na krakowskim, skoro do Warszawy jechać mają?”
Szkoła gimnazjalna w tym małym środowisku, choć nowa, pięknie wyposażona, grzęźnie w atmosferze wzajemnych podejrzeń, lizusostwa, niezdrowego strachu, fałszu i nieustannej walki na linii uczeń -nauczyciel.
Przedstawiony tu świat może przerażać, ale przecież przeminęła już postać tego świata...
Aby ukazać warunki w jakich żyła i kształtowała swoją osobowość główna bohaterka, a zarazem narratorka, pisarz zastosował metodę retrospekcji.
Ten czas wspomnień Miry jako szesnastolatki, jej odrzucone zaloty miejscowego chłopaka na korzyść przyjezdnego ze Śląska Damiana, czego efektem stała się niechciana oczywiście ciąża, uważam za najcieplejszy fragment powieści, bo nieskażony wszystkimi ściekami życia.., choć obfitujący w wydarzenia mocno rzutujące na dalsze wybory dziewczyny.
O charakterze jej rodziny mówią nam zabawne nieraz, ale wartko prowadzone dialogi między jej rodzicami, z którymi spotyka się raczej regularnie.
Zbierając cały materiał mojej wypowiedzi o książce, do przeczytania której zachęcam z całą odpowiedzialnością, muszę stwierdzić, że mój osąd może być ponadplanowo subiektywny, bo znam podobne środowiska od podszewki z racji wieloletniej pracy zawodowej jako nauczyciel i dyrektor szkoły. Nieobca też jest mi praca społeczna na rzecz swojego środowiska.
Z racji tych faktów zwracam się do Ciebie Czytelniku sięgający po książkę, do której Cię zachęcam..., kimkolwiek jesteś, czymkolwiek się zajmujesz na co dzień, a mieszkasz w środowisku, w którym wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, nie próbuj w treści powieści szukać siebie, bliskich, znajomych czy przyjaciół, bo wyjdziesz z lektury z roztrzaskanym sercem...A po co Ci to?!
Czytaj więc z radością, bo przecież „coś rodzi się i coś przemija, ale zostaje po nas ślad”.






 Wstecz